poniedziałek, 28 stycznia 2013

Europejska alternatywa w Szajbie

Na początku ostatniego tygodnia stycznia, mamy dla Was propozycję ciekawą muzycznie. Gwiazdy ze światowej czołówki maistreamu, znane w Polsce mniej więcej tak dobrze jak Pani Dorota Robaczewska / Robaczyńska / Robak ? w Ugandzie. Elektro pierdolnięcia nie będzie. Cycków, dziwek, koksu i laserów też nie. Jak przystało na dobry początek weekendu będzie trochę melancholijnie, folkowo, czilowo i do pobujania. Zacznijmy tradycyjnie od dupy strony...



Ali Warren

Ten 24-letni songwriter pochodzi z Taunton, miasta w południowo-zachodniej Anglii. Obecnie w jego słuchawkach gra muzyka takich artystów jak Joni Mitchell, Tom Waits, Warpaint, Neutral Milk Hotel, The Tamborines, Ray Charles, Fela Kuti czy The Pogues. To pokazuje, co inspiruje Aliego.

Jak to przekłada się na graną przez Brytyjczyka muzykę? Usłyszycie już jutro! Jego brzmienia to dosyć niecodzienne połączenie folku i bluesa. Wiecej usłyszycie na: http://soundcloud.com/aliwarren

Nam zdecydowanie najbardziej do gustu przypadł kawałek:



Ali będzie swego rodzaju przystawką, do dania głównego, jakie chcą zaserwować nam organizatorzy. Wystąpi jako support projektu...



Please The Trees

Za nimi dwie trasy po USA, nagrali tam też trzecią płytę „A Forest Affair” (premiera miała miejsce jesienią 2012 roku), a niedawno wychwalała ich sama Patti Smith. Dali setki niezapomnianych koncertów na terenie Europy m.in. z takimi kapelami jak Tindersticks czy Wovenhand. W Czechach miłośnikom muzyki alternatywnej nie trzeba przedstawiać tego zespołu. Na terenie Polski i USA są coraz bardziej rozpoznawalni, bo wielokrotnie tam koncertowali i wydali swoje albumy. Byli w naszym kraju już na czterech trasach. Dzielili scenę z kilkoma polskimi kapelami, takimi jak Pustki, Czesław Śpiewa, Dagadana, Muchy czy Mitch & Mitch. Please The Trees byli główną gwiazdą PiotrkOFF Art Festival i alternatywnych juwenaliów w Krakowie (grali tam dla ponad dwóch tysięcy ludzi!). W październiku 2010 wydali w naszym kraju swój drugi album „Inlakesh” (Borówka Music/Absent Hours Records). Trzecia płyta kapeli została wydana jesienią 2012 roku.
Wszyscy muzycy Please The Trees urodzili się w Czechach. Jednak kiedy wychodzą na scenę, widz zapomina, że pochodzą z Pragi i Taboru. Inspiracje artystów sięgają bowiem daleko poza rodzinny kraj.
To właśnie Please The Trees reprezentowali Czechy na amerykańskim South By Southwest Festival 2010 i 2011, jednym z największych festiwali świata! To ten zespół polecała na swojej stronie internetowej Patti Smith. To właśnie Please The Trees było gwiazdą wszystkich ważnych czeskich festiwali muzycznych. Grali również w innych częściach Europy zbierając wiele pochlebnych recenzji.

Dziennikarze oraz recenzenci muzyczni z całej Europy bardzo przychylnie podchodzą do twórczości modych Czechów. My im oczywiście nie wierzymy, dlatego wolimy sprawdzić sami czy faktycznie warto strzępić język oraz czy ucho nie więdnie po 2 kawałkach ;)


Przy okazji każdego koncertu w Polsce, artyści będą sadzić drzewo, w ramach akcji Please The Trees Project. O co chodzi? Kiedy sześć lat temu powstawał zespół, Vaclav Havelka – wokalista i lider grupy – został zapytany: dla kogo gracie, jaki jest Wasz target? Odpowiedział: „The trees – we play to please the trees”. Stąd wzięła się nazwa kapeli.
Przed rokiem grupa były po raz kolejny na trasie w USA i tam skumplowała się z ogrodnikiem, który potajemnie sadził drzewa dookoła swojego miasta. Wtedy zrodził się pomysł, aby muzycy Please The Trees również sadzili drzewa w każdym mieście, gdzie będą występować. Każde nowe drzewko jest fotografowane, obserwowane i nanoszone na specjalną mapę. W akcję zaangażowani są także fani zespołu, którzy proszeni są o doglądanie drzewek. Drzewka Please The Trees rosną już m.in. w Nowym Jorku, Gdyni, Ostrzeszowie, Łodzi, Hollywood, Bełchatowie, Pradze i Kalifornii. Więcej informacji o inicjatywie można znaleźć tutaj: www.facebook.com/pleasethetreesproject.

Projekt na pewno zainteresuje przedstawicieli Green Peace'u oraz wielu innych samozwańczych ratowników Zielonej Planety. Nam to jednak trochę zalatuje Horacym i jego "Exegi monumentum". Wolelibyśmy, aby ów pomnik został wybudowany na kanwie dobrej i lekkostrawnej muzyki, niż na samej roślinie :)

Strony internetowe Please The Trees: www.myspace.com/pleasethetrees oraz www.pleasethetrees.com

INFO:

Start: 29.01.2013, godz: 21:00
Cena: 15 zł w przedsprzedaży/20 zł w dniu koncertu
Miejsce: Klubogaleria SZAJBA - ul.Św. Antoniego 2-4, Wrocław
Źródło: www.borowkamusic.pl


niedziela, 27 stycznia 2013

Every lazy sunday

Niedziele mamy. Kolejną. Na samą myśl o dniu, który kojarzy mi się tylko z kościołem, kurewskim kacem i korzennym kutasem normalnemu człowiekowi zrobiłoby się niedobrze. Nie lubię tego słowa, ale "depresyjny" dzień, kiedy w uszach słyszysz jeszcze szum głośników wczorajszej biby, który automatycznie zmienia się w dźwięk wielkomiejskiego zgiełku, bo nagle do kurwy nędzy przypomina Ci się, że jutro musisz wstać. Wstać, żeby zapierdalać jak Jezus Chytrus - na chleb i wino.

Cały dzień siedzisz przed kompem, będąc jedynie we własnej głowie jednoosobową reprezentacją The Pussycat Dolls. Pijesz czterdziestą ósmą kawę. Otwierasz kolejną paczkę szlugów. Głos masz jak żul spod monopolu, który raz po raz wymyśla Ci coraz bardziej zaskakującą ściemę na temat swojej biedy, przebytych chorób wenerycznych, czy znajomych z kryminału. Z racji tego, że od urodzenia jesteś polaczkiem z wiochy na myśl przychodzi Ci tylko... Wyjebane!

W Twojej głowie jest już przynajmniej trzecia w nocy. Niedoczekanie! Zegar na kompie wskazuje osiemnastą cztery już kurwa piątą godzinę. Czytasz od niechcenia #ohpatryk'a, który często myli Ci się z Oprah. Odpalasz kolejnego szluga, odświeżając główną na fejsie, z nadzieją, że ktoś ma bardziej przejebane od Ciebie.

Jeżeli masz tak jak ja (czyt. weekend zaczynasz we wtorki) to jeszcze wcale nie jesteś na straconej pozycji. Masz ogromnego łacha z ziomków uczących się do sesji, której i tak nie zaliczą w pierwszym terminie.


Jest osiemnasta sześć. Masz ochotę się powiesić. Siadasz ponownie przed kompem, stwierdzając, że może wrzucając coś do sieci odmienisz swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni celsjusza. Fajnie jest, siedzimy. Nic się nie dzieje. A to tylko dlatego, że jesteś pierdolonym leniem, który zamiast ruszyć pizdę w miasto i cieszyć się śniegiem jak murzyn blaszką, użalasz się nad sobą, mając nadzieję, że spadnie na Ciebie łaska Święcie pierdolniętej Matki Teresy Spal.buty... na koniec dodaj tylko post na twittera ze zdjęciem z neta, okrasz go haszem "#chwilotrwaj" i trwaj w przekonaniu, że dzięki Twej zajebistości świeci jeszcze słońce. /p600





Z racji tego, że na świecie panuje beka z panien szafiarek/kóz/hipsterek/słagerek z wydziaranym na nadgarstku mottem życiowym "jestę blogerko modowo!" powyżej pragnąłbym przedstawić stylizację niecodzienną jak codzienny kac poranny, składającą się jedynie z najzajebistszego staffu na świecie jakim niewątpliwie są zerówki od BRYLOVE. Ceny mają ultra śmiesznie niskie, a asortyment godny uwagi :) Przesyłki od dziewczyn przychodzą zawsze profesjonalnie zapakowane i zawsze na czas! Rzekłbym nawet, że z prędkością światła!  Zobacz więcej na: WWW.BRYLOVE.PL



Jeżeli natomiast lubicie sobie pomacać na lajfie to dziewczyny już w ten czwartek otwierają sklep stacjonarny we Wrocławiu o wdzięczno-dźwięcznej nazwie "Ęą" ;) Dokładnie 31 stycznia 2013 na ulicy Ruskiej (róg Ruskiej i Pl. Jana Pawła II - naprzeciwko Rossmanna). Spotykamy się o godz. 19.00!



Jeżeli nikt nam po drodze nie najebie to wpadniemy z aparatem pokazać Wam jak bez ściemy nosi się w stolicy Dolnego Śląska. Bez ustawek pod Renomą, bez pozowania! Po cichaczu i z ukrycia ;) Dla zgromadzonych przyszłych i obecnych klientów, dziewczyny w pocie czoła przygotowują również małą niespodzienkę, ale o tym doczytajcie sobie na fanpejdżu :)

Miłej resztki niedzieli! KK.

P.S. Audycja zawierała lokowanie produktu, kryptoreklamę, zarobiłem na niej Miliony Monet i do końca życia nie przepracuję dzięki niej ani dnia///

poniedziałek, 21 maja 2012

Kultura patykiem pisana

Jak już pewnie zauważyłeś Czytelniku, pojawiam się tu tylko wtedy, gdy coś mnie poruszy lub zdenerwuje. Dziś, po ciążowej przerwie będzie wash & go, head & shoulders, shampoo & conditioner, coffee & cigarettes, black & white, no sex & more drugs & I don’t know where the fuck is rock ‘n’ roll…



Niespełna miesiąc temu syn marnotrawny powrócił na ziemie ojczyste po ponad dwuletniej przerwie. Na krótko, lecz treściwie. Oczekiwał wiele, a dostał jak zwykle: wiadro zimnych pomyj na ryj oraz gówno w eleganckim papierku zapakowane. Cepelia. Chłam. Kpina. ‘Legnica – z nią zawsze po drodze.’


Co jest grane?


Młodym człowiekiem jestem jeszcze. Otwartym i rozrywkowym. Co za tym idzie potrzebuję kulturalnych uniesień, odmiennej od rzeczywistości wizji świata. Z polskiego na nasze: wyjść na miasto i przeżyć coś niesamowitego. Wszak najcenniejsze w życiu są wspomnienia. Ich nikt Ci nie zabierze.


W przypływie pozytywnych wibracji, których zapas przywiozłem ze sobą ze stolicy Dolnego Śląska, odpalam neta, aby znaleźć sobie zajęcie w wolny dzień. Tegoroczny Festiwal Srebra po raz kolejny niestety nie wygrał z grafikiem w pracy, zatem warto poszukać alternatywy. Fejsbuk? Cisza. Strona Urzędu Miasta? Cisza. Lokalne portale informacyjne? Cisza, którą próbują stłamsić newsy o potrąconym rowerzyście, zadłużeniu ZGMu, czy kolejnej wizycie gospodarza miasta w solarium. Myślę: niemożliwe! Ubieram przetarte dżinsy, rozciągnięty tiszert, sanglasy na mordę i wychodzę do ludzi. Bo jak widać przez ostatnie lata nie zmieniło się nic w kwestii PRu – najlepszą reklamą jest poczta pantoflowa.


Od znajomych udało mi się tylko dowiedzieć, że ominął mnie znakomity koncert największej gwiazdy polskiej estrady wszechczasów – zespołu Golec uOrkiestra, który notabene ostatniego longplaya wydał trzy lata temu. Nie wiedział o tym nikt, bo płyta sprzedała się jak na gwiazdę światowego formatu w ilości 2 tysięcy egzemplarzy z czego połowa to gratisy do coca coli, wydawane w jednej z ogólnopolskich sieci salonów prasowych.


Kolejnym wydarzeniem wartym mojej uwagi miało stać się niejakie Tunningowisko XXXL, nie mniej jednak grafik w pracy wygrał po raz kolejny. Coraz bardziej mi ten grafik odpowiada. Po ekscentrycznej nazwie spodziewałbym się przynajmniej żeńskiej reprezentacji rodziny Grycan w roli tunningowanego obiektu. Legniczanie otrzymali jednak kolejny towar pierwszej świeżości. Patrycję Markowską, córkę swego ojca, znaną z hitów o gadach, płazach, kosmosie, opętaniu i klaustrofobii. Ostatnia płyta artystki, o jakże zaskakującym tytule „Patrycja Markowska” wydana 2 lata temu, po trzech miesiącach od premiery pokryła się platyną. Dla niewtajemniczonych musiała się sprzedać w ilości ponad 30 tysięcy egzemplarzy. Wynik byłby zadowalający gdyby nie fakt (o którym bardzo rzadko się wspomina), że do ogólnej sprzedaży wliczają się również utwory pobrane z Muzodajni czy iTunesa. Połączmy fakty. Na płycie znajduje się 10 utworów. Serwis Muzodajnia.pl każdemu nowemu użytkownikowi daje właśnie 10 utworów do pobrania za darmo. Wnioski wyciągnijcie sami.


Co przyniesie najbliższa przyszłość?


Już za kilka dni Legnica, która nie bez powodu nazywa się największym, zaraz po Wrocławiu miastem studenckim dolnego śląska, otrzyma kolejną porcję kulturalnych nowalijek. Juwe juwe juwe juwenalia! Organizatorzy po raz kolejny stanęli na rzęsach, podpierając się uszami, aby zapewnić studentom trochę rozrywki przed nadchodzącą wielkimi krokami sesją egzaminacyjną.  Udało się? Tak! Publiczność po raz kolejny została podzielona na techno-młoty i białych afro amerykanów z zaściankowego Bronxu. Za cenę paczki papierosów i piwa w puszce legnicki żak będzie miał niepowtarzalną okazję zobaczenia na żywo Grubsona, który zagrał już w tym roku na wszystkich możliwych imprezach plenerowych w regionie oraz największe gwiazdy polskiej sceny klubowej niejakiego Kalwiego i Remiego?, którzy chyba nie tylko mi kojarzą się z biesiadnym duetem - Ivanem i jego Delfinem.


Kogo obwiniać?


W zeszły piątek lokalne media poinformowały czytelników o wynikach debaty Młodzieżowej Rady Miejskiej w sprawie legnickiej kultury. Wszyscy wspólnie stwierdzili, że w mieście nie dzieje się nic. A jeżeli coś już się stanie, to frekwencja bliska jest zeru. Znowu. Mieszkańcy mają już dość ‘Złotych Dzieci’, ‘Kyczery’, Zespołu Pieśni i Tańca LEGNICA,  ‘Rozkładu Jazdy’, Kapeli podwórkowej ‘Felusie’ etc. Grzegorz Wala na łamach ‘legniczanina’ napisał:


„Zdaniem radnych, z jednej strony stoi za tym niedostosowanie repertuaru do gustów młodzieży, z drugiej – ograniczona promocja realizowanych w mieście działań, która nie dociera do wielu młodych legniczan.”

Drodzy radni. Według moich potwierdzonych źródeł zarówno bracia Golcowie jak i Pani Markowska za występ biorą od 3 do 5 tysięcy złotych. Pewnie nie wiecie, ale w cywilizowanych miastach taką sumę pieniędzy wydaje się na samą reklamę wydarzenia. Odkąd pamiętam próbujecie mi, pozostałym legniczanom oraz niewielkiej garstce turystów sprzedać gówno w elegancko zapakowanym papierku. Gówno ma to do siebie, że śmierdzi. Zawsze. Może Wam ten smród nie przeszkadza. Nam, młodym, szarym jeleniem oczu nie zamydlicie. 


Powiecie, że nie ma pieniędzy na reklamę. Pewnie nie macie zielonego pojęcia o social media, inbound i outbound marketingu oraz efekcie śnieżnej kuli. Nie wiecie też pewnie, że w XXI wieku dobra i skuteczna reklama kosztuje 20 razy mniej niż 10 lat temu. Cieszycie się, kiedy na większość widowisk przychodzi moja babcia z przyjaciółkami spod bloku. Ona wciąż potrafi żelę na twarz nazwać deszczem. Ja już nie.

Media również nie zachęcają. Z tego miejsca chciałbym tylko na szybko podziękować niejakiemu Panu Obremskiemu za wspaniałej jakości galerię z wczorajszego koncertu „Dire Straits Symfonicznie – Muzyka Marka Knopflera”. Jestem pewien, że zdjęcia damskiego obuwia, męskiej dłoni na kobiecych kolanach, kolczyków z bazaru, oraz widok trzeciego rzędu widowni z miliarda perspektyw zachęci mnie w przyszłości do skorzystania z kolejnych wydarzeń serwowanych przez miasto.

Komu wódki polać?


Na koniec słów kilka do młodzieży. Nie popełniajcie zbiorowych samobójstw. Nie musicie też podcinać sobie żył mokrą bułką tartą. Moja rada – korzystajcie z tego co Wam pozostało. Gorąco polecam wszystkim legnickie instytucje, które często są bardziej znane ze swej wyjątkowości wszędzie, tylko nie tu, na miejscu. Chylę czoła w stroną Teatru im. Modrzejewskiej, który z roku na rok, mimo przeciwności losu podnosi sobie poprzeczkę, żeby zrobić Wam, odbiorcom dobrze. 


Na uwagę zasługuje też działalność Strefy de oraz Spiżarni, które cały czas pokazują jak można alternatywnie się odchamić. Może mniej mainstreamowo, może nie w stylu Eski i obecnej MTV, może nie zawsze perfekcyjnie, może nie uniwersalnie. Na pewno lepiej. Chyba najlepiej. Otwórzcie się na coś nowego, bardziej aktualnego i z dłuższą datą przydatności do spożycia niż pseudo górale i córeczki tatusiów. Zapewniam, że wyjdzie Wam to na dobre. 

A Wam, kochani Radni, odrobinę pokory. Nie bójcie się przyznać do błędu. A jeżeli czegoś nie potraficie to nie róbcie tego na siłę. Czasem warto zainwestować w kogoś, kto lepiej ogarnia temat, aby później wspólnie czerpać korzyści i bezcenną satysfakcję z pełnienia kulturalnej misji. Pamiętajcie, bycie od wszystkiego zawsze kończy się byciem do niczego.

Na dzień dzisiejszy jedyne czego zazdroszczę legnickiej młodzieży to usługa „Połączenie w dobrej cenie”, dzięki której za niespełna 5zł możecie przejechać prawie 70 kilometrów w godzinę, aby zasmakować prawdziwej kultury. Jedynym moim marzeniem w kwestii kultury jest to, abyście wyżej wspomniane 5zł wydali na piwo. Tu, na miejscu. W Legnicy…


[Tekst nie zawierał lokowania produktu, kryptoreklamy, ani żadnej rzeczy która jego jest.]


                                                                                                           Łukasz Daniel Marciniak.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...